piątek, 12 kwietnia 2013

1.

Zamknęłam za sobą drzwi i przeniosłam wzrok na mojego nowego "szefa"
-Dzień Dobry. - powiedziałam lekko nieśmiało, trzymając teczkę w ręce przyciśniętą do kolan.
-Justin, Bieber Justin. - wstał i podał mi rękę.
-Va.. - uścisnęłam rękę i już chciałam powiedzieć, gdy przerwano mi.
-Wiem jak masz na imię. Twój ojciec Cię bardzo chwalił, mówił, że jesteś pracowita, bystra, ale nie myśl, że dlatego Cię tu przyjęliśmy. - odwrócił się w stronę okna które było jedną wielką szybą na całą ścianę. Patrzył na panoramę Nowego Jorku. - Przyjęliśmy Cię tutaj tylko dlatego, że mój ojciec dobrze się dogaduje z twoim ojcem. - włożył ręce do kieszeni. - Po jego minie widać było, że zależało mu na to, żebyś dostała tą pracę. No tak. - odwrócił się i oparł się lekko o biurko. Jedną ręką podtrzymywał się biurka, a drugą otworzył szufladę. Wyjął z niej białą kartkę A4, na której widniały malutkie czarne literki. Podniósł wzrok na mnie i przesunął kartką po całym biurku aż na koniec, tak żebym mogła jej dotknąć.
-Podpisz. - wyjął swój długopis. I mi go podał.
Delikatnie odebrałam go i zaczęłam kreślić na kartce swój podpis.
-Na twoim miejscu bym to przeczytał, no ale.. - zaśmiał się i wziął kartkę.
Już chciałam coś powiedzieć, gdy mi przerwał. Znowu.
-Tam jest twoje biurko, na którym od dzisiaj będziesz pracowała. - pokazał palcem na biurko które stało zaledwie kilka metrów od jego biurka.
-Usiądź, powiedz coś. - powiedział, a ja usiadłam tak jak kazał. Zniżyłam lekko swoje krzesło i spojrzałam na niego.
-Hm, coś czuję, że do mojego gabinetu przyszła nieśmiała sekretarka. - powiedział przewracając kartki jakiegoś notesu.
-Nie jestem nieśmiała tylko lekko zdenerwowana. - powiedziałam kładąc swoją torebkę na biurku.
-Czym?
-Nową pracą. - odparłam.
-Nie ma się czego bać. - zaśmiał się, kiwając się na krześle.
-A więc co mam robić? - westchnęłam.
-Skseruj mi to. - podał mi kartki. Podeszłam do jego biurka i odebrałam od niego papiery. Odwróciłam się i już szłam w stronę drzwi gdy usłyszałam zdanie.
-Ładny tyłek. - powiedział z rozbawieniem w głosie.
-Proszę? - powiedziałam z niedowierzaniem.
-To co słyszałaś. - położył swoją kostkę na drugim kolanie i splótł ręce pod brodą.
Zmrużyłam oczy i pokręciłam głową. Nie zamierzam się kłócić z moim szefem w pierwszym dniu pracy, ale takie uwagi mógłby zachować dla siebie. Podeszłam do ksera i zaczęłam kserować. Wyjęłam z powrotem kartki i wróciłam się do gabinetu.
Justin siedział i coś podpisywał, położyłam lekko kartki na jego biurku. Gdy mnie zobaczył podniósł wzrok i pokazał gestem żebym usiadła. Wykonałam jego polecenie.
-Dobra, nie będziemy się z tym pieprzyć. "Pracuję" - pokazał cudzysłowie gestem swoich rąk - tutaj tylko dlatego, że mój ojciec mi za to płaci, nie robię tylu rzeczy co większość. Fajny układ no nie? Muszę mieć dobrą opinię w mieście dlatego to robię, masz trzymać moją stronę i nie opowiadać o mnie różnych rzeczy na mieście zrozumiano?
-Tak. - powiedziałam tak szybko, tak jak on mi o tym powiedział. Nie zrozumiałam go za bardzo co przez to chciał powiedzieć, ale w końcu jest moim szefem.
-O 4 kończymy pracę. Czyli za 3 godziny. Jutro będziesz musiała przyjść nie tak jak dzisiaj, tylko o 9 rano. Żadnych spóźnień zrozumiano?
-Zrozumiano, szefie.
-Proszę, tylko nie szefie. Po prostu Justin, Valerie okej?
-Wolałabym szefie, no ale skoro szef nalega.
-Mówiłem coś.
-Justin.- poprawiłam się szybko -  Przepraszam. Skoro Justin nalega.

2 godziny później.

Usłyszeliśmy pukanie, oderwaliśmy się od pracy i spojrzeliśmy na szklane drzwi, stał za nimi Jeremy. Ojciec Justina, widząc nas uśmiechnął się i nacisnął klamkę.
-Jak idzie praca? - spytał pocierając ręce.
-Dobrze, dlaczego pytasz? - Justin podniósł głowę.
-Po prostu pytam. - powiedział, i przeniósł wzrok na mnie. - Valerie, właśnie! Twój ojciec dzwonił, mówiąc, że nie przyjedzie dzisiaj po Ciebie.
-Dobrze, mógł do mnie na telefon zadzwonić. - powiedziałam, lekko się uśmiechając.
-Rozmawialiśmy i przy okazji mi o tym powiedział.
-Dobrze, załatwię sobie przejazd.
-To ja już nie przeszkadzam. - zamknął drzwi i jeszcze raz się obejrzał zanim wyszedł.
-Chcesz możemy gdzieś jechać razem wieczorem, a potem Cię odwiozę? - powiedział patrząc na mnie.
-Wiesz co, nie dziękuje. Wolę jechać autobusem. - spojrzałam na niego z kpiną. Czego on oczekuję, że odpowiem tak? I pojedziemy sobie na randkę, no chyba nie.
-Nie jestem pewny tego co powiedziałaś. Przemyśl to.
-Nie, nie będę nic przemyślała. Jesteś moim szefem tylko i wyłącznie.
-Tak, ale odpowiadam za ciebie.
-Tylko w godzinach pracy.
-Wiesz, zawsze możesz zostać nad godziny.
-A co ma piernik to wiatraka?
-No wiesz, wyobraźmy sobie, że dzisiaj zostajesz nad godziny, a ja w te nad godziny Cię gdzieś zabieram. - wstał i oparł się o moje biurko.
-Na co, na wycieczkę zapoznawczą?
-Nie wiem, zobaczę co wymyślę.
-Przyszłam tu do pracy, a nie na randki. - powiedziałam trochę wkurzona.
-Ale ja jestem twoim szefem. - jego krawat zwisał nad moją ręką.
-Czego ty ode mnie oczekujesz?
-Spotkania.
-Po co?
-Bo mnie interesujesz.
-Interesuję?
-Tak, interesujesz.
-Daruj sobie.
-Zgódź się. - obszedł moje biurko.
-Jak się zgodzę, dasz mi spokój? - jego niebezpieczna bliskość wobec mnie, mnie lekko zdenerwowała.
Pokiwał głową.
-Jedno spotkanie, nic więcej.
-Będziesz chciała więcej.  Zobaczysz. - zaśmiał się.

~~

hej, musiałam nieco pozbierać swoje życie do kupy i dałam radę to napisać. Dzięki, że było chociaż 5 komentarzy. Widzę wyświetlenia, i wierzę że stać was na więcej.
10komentarzy=2 rodział.

3 komentarze:

  1. nananananannanananananannanananannananana
    <3333333333333

    OdpowiedzUsuń
  2. asdfghjkl, świetne jest co ty gadasz? ale tak najpierw to może mniej komentarzy xd to dopiero 1 rozdział.. :) @justsejswaggie

    OdpowiedzUsuń